Cel trenera, rodzica i działacza: od lęku do gotowości startowej
Młody zawodnik nie potrzebuje przed pierwszym wielkim turniejem wielkich słów o „historii klubu” czy „szansie życia”. Potrzebuje spokojnego dorosłego, który wie, jak przeprowadzić go przez hałas, nowe bodźce i presję oczekiwań – krok po kroku, od stresu do operacyjnej pewności siebie. Pewności nie opartej na wyniku, tylko na poczuciu: „wiem, co mam robić, cokolwiek się wydarzy”.
Dobrze zaplanowane przygotowanie mentalne młodzieży nie wygląda jak seria motywacyjnych przemówień. Bardziej jak spokojna inżynieria: proste nawyki, jasne role, ćwiczenie trudnych sytuacji na treningu, sensowna logistyka i mądrze dawkowana presja. Taki układ jest do wdrożenia w każdym klubie – pod warunkiem, że dorośli przestają udawać, że „dzieciaki sobie poradzą, bo my też daliśmy radę”.

Pierwszy wielki turniej oczami młodego zawodnika
Skok bodźców: od sali gimnastycznej do turniejowej areny
Dla dorosłego kilka banerów, głośniejsza muzyka i kamera na statywie to drobiazg. Dla nastolatka – skok bodźców o kilka poziomów. Pierwszy duży turniej oznacza nagłą zmianę scenografii:
- większa hala, echo, głośniejsze odbicia piłki, inna akustyka,
- kibice z bębnami, trąbkami, krzyczący z bliska po każdym błędzie,
- kamery, streaming, czasem komentator opisujący na żywo udane i nieudane akcje,
- obecność skautów, trenerów kadr wojewódzkich czy narodowych, „ważnych ludzi na trybunach”,
- inne piłki, inne oświetlenie, oficjalne protokoły, tablice wyników, sędziowie międzynarodowi.
Organizm nastolatka czyta to jak realne zagrożenie. Przyspieszone tętno, pocenie dłoni, płytki oddech, sucha jama ustna, zawężone pole widzenia – to klasyczne objawy pobudzenia współczulnego układu nerwowego. Jeśli trener i rodzic udają, że „to normalne, nie gadajmy o tym”, zawodnik zostaje z tym sam. Zaczyna interpretować naturalne objawy pobudzenia jako dowód, że „coś jest ze mną nie tak”. Lęk się nakręca.
Najprostsza zmiana: nazwać te odczucia, zanim turniej się zacznie. Powiedzieć wprost: „Na pierwszej rozgrzewce będzie głośno, serce ci przyspieszy, piłka będzie inna. To nie znak, że nie jesteś gotowy. To znak, że twój organizm się włącza w tryb startowy. Mamy na to plan”. Samo to zdanie bywa dla młodego zawodnika ogromnym oddechem ulgi.
Zderzenie ambicji zawodnika z oczekiwaniami otoczenia
Drugi poziom presji nie wynika z hali, tylko z ludzi. Młody siatkarz staje w ogniu oczekiwań z kilku stron jednocześnie:
- rodzice – często po cichu liczą na „przełom”, „pokazanie się”, „nagranie do wysłania dalej”,
- trener – ma swoje cele sportowe i reputacyjne, marzy o dobrym wyniku i o tym, by drużyna „nie spaliła się” psychicznie,
- klub – oczekuje reklamowej wizytówki: zdjęć, medali, postów w social mediach z sukcesem,
- rówieśnicy – śledzą transmisje, piszą komentarze, dopytują „no i co, wygraliście?”.
Młody zawodnik nie ma jeszcze wyrobionych filtrów. Często czuje się odpowiedzialny za czyjąś dumę lub rozczarowanie. Zdarza się, że cichym celem dziecka staje się nie „grać dobrze”, tylko „nie zawieść taty” albo „nie wyjść na klauna przed klasą”. To klasyczny przepis na paraliż: im bardziej jest „o coś”, tym bardziej usztywnia się ruch i myślenie.
Rolą dorosłych jest zdjęcie z barków młodego człowieka części ciężaru. Trener, który mówi: „Jadę na turniej, żeby sprawdzić, na jakim poziomie jesteśmy i czego musimy się nauczyć. Nie potrzebuję od ciebie idealnego meczu”, robi więcej dla jego przyszłej kariery niż trener, który buduje narrację „to najważniejszy turniej w waszym życiu”.
Typowe emocje i ich konsekwencje na boisku
W pierwszym dużym turnieju emocje rzadko są „czyste”. W tym samym czasie w zawodniku mieszają się:
- ekscytacja – „wreszcie jedziemy”, „będzie livestream, super!”,
- lęk przed kompromitacją – „a jak popsułem pierwszą zagrywkę, wszyscy to zobaczą”,
- poczucie misji – „muszę się pokazać, muszę udowodnić, że się nadaję”,
- ciekawość – „jakie są inne zespoły, jakie mają zagrywki, czy dam radę z przyjęciem?”,
- niepewność co do roli – „czy będę grał w pierwszej szóstce, czy siedział na ławce?”
Na boisku ta mieszanka przekłada się na konkretne zachowania:
- unikanie odpowiedzialności (uciekanie od piłki, brak zgłoszeń „moja”),
- sztywny ruch (zaciśnięte ręce, brak płynności w przyjęciu i ataku),
- dziwne, „nie z tej bajki” błędy (podbita łatwa piłka w aut, zagrywka poniżej swojego standardu),
- nadmierne ryzyko (atak „na siłę”, zero kalkulacji, bo „muszę się pokazać”).
Przeciwnik rzadko jest „za mocny”. Częściej to własna głowa gra w inną grę niż ciało. Tu zaczyna się rola celowego przygotowania – nie abstrakcyjnych haseł o „wierze w siebie”, lecz konkretnych nawyków i rytuałów, które młody zawodnik potrafi uruchomić w stresie.
Logistyka turniejowa jako ukryte źródło stresu
Dla wielu nastolatków pierwszym realnym szokiem nie jest sam mecz, tylko codzienność turnieju:
- pobudka o innej godzinie niż zwykle w domu,
- posiłki o konkretnych porach, często inne jedzenie niż na co dzień,
- czas wyjazdu na halę, zbiórki, rozgrzewki, czekanie na swój mecz,
- życie w hotelu lub internacie – inni w pokoju, hałas na korytarzu, brak prywatności,
- mniej kontroli nad czasem – „co mogę, czego nie mogę?”, „kiedy mogę wyjść z pokoju?”, „kiedy telefon?”.
Każda zmiana rutyny to mikro-stresor. Pojedynczo niewielki, ale zsumowany z presją wyniku potrafi mocno drenować energię mentalną. Zawodnik, który źle spał, bo współlokator chrapał i oglądał film do późna, wchodzi na boisko już z „minusowym kontem”. Wiele drużyn przegrywa nie dlatego, że są słabsze fizycznie, ale dlatego, że nie ogarnęły prostych kwestii organizacyjnych.
Dlatego jeden z filarów przygotowania do wielkiego turnieju to edukacja logistyczna: jasne zasady, proste procedury, wcześniej omówione scenariusze dnia. Zawodnik, który wie „co, kiedy, jak” w hotelu i na hali, zużywa mniej energii na ogarnianie świata, a więcej ma na grę.
Dziewczęta i chłopcy – różne style przeżywania, podobna stawka
Różnice między dziewczętami a chłopcami nie polegają na „większej wrażliwości” jednych czy „twardości” drugich. Częściej dotyczą sposobu przeżywania i komunikowania emocji.
W grupach żeńskich energia i napięcie często rozładowują się w relacjach: więcej rozmów, analiz, przeżywania każdej akcji, porównywania się do koleżanek, silniejsze znaczenie „wizerunku” (jak wyglądam na rozgrzewce, czy kamera mnie uchwyciła). Pojawia się też większa waga ocen społecznych: „co powiedzą dziewczyny z innej szkoły”, „jak to wygląda w social mediach”.
W grupach męskich emocje częściej są maskowane żartami, „głupawką”, pozą „mi to wisi”. Stres wypychany jest w stronę rywalizacji w szatni, drobnych prowokacji, udawanej obojętności. Wielu chłopców zamiast przyznać, że się boi, zaczyna zachowywać się chaotycznie – żeby nie było widać, że napięcie rośnie.
Dla trenera i rodzica kluczowe jest, by nie wpisywać się w stereotypy („dziewczyny to się rozklejają”, „chłopcy nie płaczą”). W obu grupach mechanizm jest ten sam: ogromna potrzeba akceptacji i strach przed ośmieszeniem. Tylko opakowanie bywa inne. Dobre przygotowanie mentalne uwzględnia te style przeżywania i daje każdemu kanaliki, którymi może bezpiecznie spuszczać ciśnienie.
Diagnoza: z jakim zawodnikiem jedziesz na turniej?
Mapa mentalna drużyny: kto jak reaguje na napięcie
Trener, który zna swoje boiskowe ustawienia, ale nie zna reakcji zawodników na stres, jedzie na turniej na ślepo. Wystarczy kilka tygodni obserwacji i krótka „mapa mentalna” zespołu, by dużo celniej dobierać komunikaty i role.
Na treningach i w mniejszych sparingach zwróć uwagę, kto:
- się nakręca – głośno dopinguje, prowokuje rywali, robi show, gdy jest publiczność,
- się zamyka – milknie, unika kontaktu wzrokowego, gra „bezpiecznie”, żeby nie popełnić błędu,
- żartuje – rozładowuje napięcie humorem, ale czasem przekracza granicę koncentracji,
- kontroluje – pilnuje taktyki, zwraca uwagę innym, patrzy na tablicę wyników, uspokaja.
Taka mapa nie służy do etykietowania, tylko do planowania. Inaczej rozmawia się z kimś, kto „nakręca się” i potrzebuje hamulca, a inaczej z kimś, kto „zamiera” i trzeba go delikatnie pchać do proaktywności.
Krótki wywiad przedturniejowy: 5–7 pytań, które wiele mówią
Zamiast zgadywać, warto po prostu zapytać. Krótka, powtarzalna rozmowa z każdym zawodnikiem na 2–3 tygodnie przed turniejem potrafi odsłonić źródła stresu, których trener inaczej by nie zobaczył. Mogą to być pytania zadane indywidualnie po treningu lub w prostym formularzu papierowym:
- „Czego najbardziej się cieszysz w związku z turniejem?”
- „Czego najbardziej się obawiasz?”
- „Po czym poznasz, że zagrasz tam dobry turniej – niezależnie od wyniku?”
- „W jakiej sytuacji na boisku czujesz się najbardziej pewnie?”
- „W jakiej sytuacji na boisku czujesz się najbardziej niepewnie?”
- „Jakich słów od trenera potrzebujesz, gdy coś ci nie wychodzi?”
- „Czy jest coś poza boiskiem (szkoła, rodzina, zdrowie), co obecnie najbardziej zajmuje twoją głowę?”
Odpowiedzi pozwalają zobaczyć, kto jest „przesterowany” wynikiem („boję się, że zawiodę”), kto ma ukryte problemy (kontuzja, konflikt w domu), a kto jest spokojny, ale ma np. niską świadomość własnych mocnych stron. To bezcenny materiał do indywidualnych zadań na turniej.
Cztery archetypy reakcji na stres i jak z nimi pracować
W praktyce trenerskiej często przewijają się cztery powtarzalne wzorce reakcji młodych zawodników na presję.
„Wojownik treningowy, znikający meczowo”
Na treningu dominuje: pewny, agresywny, odważny. Poziom konkurencyjności wysoki. Na meczu – nagłe zacięcie. Znika w cieniu, przestaje brać na siebie piłkę, wybiera najbezpieczniejsze rozwiązania. Stres zabija jego naturalną spontaniczność.
Jak z nim pracować:
- na treningach wprowadzać małe gry z presją (np. „kto zrobi błąd w końcówce, sprząta piłki”),
- oswajać z rolą lidera w drobnych zadaniach (np. „twoje zadanie: w tie-breaku minimum dwa odważne ataki, nie patrz na wynik”),
- rozmawiać o tym, że „odwaga” nie znaczy „bezbłędność”, tylko „gotowość ryzyka mimo stresu”,
- na turnieju dać mu konkret: „Twoja rola: pierwszy atak po przerwie, bez względu na wynik”.
„Spokojny diesel”
Na pierwszy rzut oka niewidoczny. Nie robi show, nie jest gwiazdą treningu. Ale gdy napięcie rośnie, trzyma równy poziom. Nie unika piłki, nie panikuje. Często to zawodnik, na którym w kulminacyjnym momencie można oprzeć fragment gry.
Jak z nim pracować:
- nazywać jego wartość: „Doceniam, że przy 23:23 dalej grasz swoje, to niezwykle ważne”,
- nie zostawiać go w roli „tła” – dawać okazję do podejmowania decyzji (seria zagrywek, trudne przyjęcie),
„Showman w euforii, rozsypany w dołku”
Przy prowadzeniu gra jak nakręcony: świętuje każdy punkt, łapie kontakt z publicznością, ciągnie zespół energią. Gdy wynik się odwraca – gaśnie. Po błędach przestaje sygnalizować piłkę, unika odpowiedzialności, szuka winnych na zewnątrz („złe wystawy”, „złe przyjęcie”).
Jak z nim pracować:
- już na treningu urealniać jego narrację: „Twoja energia jest super, ale chcę, żebyś był tak samo głośny przy -3 jak przy +3”,
- wprowadzić prosty rytuał po błędzie (np. dwa klaśnięcia, hasło „następna” i kontakt wzrokowy z rozgrywającym),
- nie karm tylko „efektów specjalnych” – chwal za rzeczy nieoczywiste: asekurę, komunikację, pracę w bloku mimo braku punktu,
- na turnieju jasno ustalić: „Twoja rola: trzymasz komunikację, niezależnie od tablicy wyników. To jest twój wkład lidera”.
„Perfekcjonista w cieniu”
Technicznie poukładany, bardzo odpowiedzialny. Długo pamięta każdy swój błąd, ma wewnętrznego krytyka ostrzejszego niż najgorszy komentarz z trybun. Z zewnątrz wygląda na „spokojnego” i „bezproblemowego”, ale często to właśnie on śpi najgorzej przed ważnym meczem.
Jak z nim pracować:
- oddzielać „błąd techniczny” od „błędu tożsamości”: „Ta zagrywka była słaba, ale to nie znaczy, że jesteś słabym serwującym”,
- przyzwyczajać go do niedoskonałości na treningu – wplatać zadania na szybsze decyzje kosztem jakości („lepiej 70% decyzji szybko niż 100% za wolno”),
- pomóc zdefiniować „dobry mecz” innymi kryteriami niż czysta statystyka (np. komunikacja, odwaga w trudnym momencie),
- na turnieju ograniczyć liczbę bodźców analitycznych – zamiast „myśl o ręce, nodze, ustawieniu”, dać jedno proste hasło na dany element.
Indywidualne zadania turniejowe: małe cele zamiast wielkich haseł
Ogólne komunikaty typu „zagrajmy bez stresu” brzmią ładnie, ale dla większości nastolatków są po prostu nieużyteczne. Bardziej działają bardzo konkretne, szyte na miarę zadania meczowe.
Przykłady takich zadań:
- dla „wojownika z treningu”: „W każdym secie jeden odważny atak po nieidealnej wystawie – liczysz na głos”,
- dla „diesla”: „Przy 20 punktach i dalej – mów głośno imiona dwóch kolegów w przyjęciu. Ty łapiesz komunikację”,
- dla „showmana”: „Po każdej swojej zagrywce – niezależnie od efektu – pierwsze, co robisz: kontakt wzrokowy z libero i hasło »mamy to«”,
- dla „perfekcjonisty”: „Dajesz sobie maksymalnie trzy sekundy na reakcję po błędzie. Potem dotykasz linii ataku i wracasz do akcji”.
Takie mini-zadania można omówić krótko przed turniejem lub już na miejscu, przed pierwszym meczem. Zawodnik jedzie nie tylko „na wynik”, ale też z osobistą misją, którą realnie jest w stanie wykonać – nawet jeśli rywal okaże się mocniejszy.

Mity o „hartowaniu” młodzieży na dużych imprezach
Mit 1: „Jak ich wrzucimy na głęboką wodę, to się nauczą”
Popularne, ale mocno uproszczone podejście. Owszem, czasem nagłe zderzenie z wysokim poziomem mobilizuje i przyspiesza rozwój. Tyle że u części młodych zawodników działa odwrotnie: zostawia ślad w postaci lęku przed dużą sceną.
„Głęboka woda” ma sens, kiedy:
- zawodnik ma już solidny fundament umiejętności – technicznie i fizycznie „pływa” w swoim roczniku,
- ma za sobą choć kilka doświadczeń przy publiczności (turnieje regionalne, mecze ligowe),
- ma wokół dorosłych, którzy pomagają nazwać to, co przeżywa – nie zostaje sam z porażką.
Nie działa, gdy:
- zawodnik dopiero wraca po kontuzji albo długiej przerwie,
- już wcześniej reagował na presję zamrożeniem („znikaniem”),
- otoczenie wysyła jasny komunikat: „To musi ci się udać, bo druga taka szansa się nie powtórzy”.
Wtedy „hartowanie” jest bardziej jak wkładanie szkła do ognia niż stali do kuźni – pęka, zamiast się wzmocnić.
Mit 2: „Twarde gadki motywacyjne”
Okolicznościowe monologi o „oddaniu życia za drużynę” robią wrażenie w filmach, w szatni nastolatków często wywołują coś odwrotnego: albo śmiech, albo paraliż. Młody gracz słyszy: „Jeśli zawalisz, to nie tylko przegrasz mecz, ale zdradzisz święty kod drużyny”. Za duży ciężar jak na 15–16 lat.
Co zamiast tego?
- krótkie, konkretne komunikaty taktyczne („pilnujemy zagrywki na libero”, „w obronie łapiemy piłki krótsze, bo oni nie kończą z szóstej”),
- jasne wskazanie priorytetu mentalnego („pierwsze trzy piłki – nie patrzymy na wynik, tylko na jakość przyjęcia”),
- jedno, maksymalnie dwa hasła przewodnie, np. „reakcja po błędzie” i „komunikacja”.
Mocnych słów można użyć, ale raczej po to, by ściąć presję, a nie ją pompować. „To tylko mecz, nie egzamin z życia. Gramy odważnie, resztę bierzemy na siebie” – dla wielu młodych taki przekaz działa paradoksalnie silniej niż patos.
Mit 3: „Nie wolno ich chwalić, bo spoczną na laurach”
Lęk przed „rozpuszczeniem” zawodników sprawia, że część trenerów minimalizuje pochwały przed turniejem: „Jeszcze wam się w głowach poprzewraca”. Tymczasem większość nastolatków ma zaniżone poczucie własnej skuteczności w nowych sytuacjach. Bardziej potrzebują jasnego komunikatu, co już potrafią, niż kolejnej listy braków.
Chwalenie nie oznacza bezkrytycznego zachwytu. Chodzi o precyzyjne wzmocnienie:
- „W ostatnich trzech meczach ani razu nie schowałeś ataku po bloku. To jest duży krok do przodu”,
- „Wiadomo, że zagrywka jeszcze faluje, ale twoja obrona w polu to obecnie nasz mocny punkt”,
- „Kiedy wchodzisz na zmianę, nie zaniżasz poziomu gry. To ogromnie potrzebne na turnieju”.
Takie komunikaty nie rozleniwiają, tylko porządkują w głowie zawodnika obraz własnych możliwości. W stresie to właśnie do nich będzie wracał.
Mit 4: „Najważniejsze, żeby czuli presję – wtedy dają z siebie maksimum”
Nadmierna presja częściej obniża, niż podnosi poziom wykonania, zwłaszcza w sportach technicznych. To nie przypadek, że najlepiej gra się „na lekko”, gdy jest zaangażowanie, ale nie obsesja wyniku.
Presja bywa konstruktywna, kiedy:
- jest jasno nazwany cel: „Chcemy powalczyć o medal” – ale razem z drogą („robimy to serwisem i obroną”),
- zespół ma poczucie wpływu – wie, co konkretnie może zrobić, żeby zwiększyć szanse,
- porównanie jest do własnego poziomu, nie do „legendy” („zagrajmy turniej na naszym ligowym minimum + 10% odwagi”).
Destrukcyjna staje się wtedy, gdy zawodnik słyszy same hasła o „historii”, „dumie klubu” i „obowiązku zwycięstwa”, a mało kto przekłada to na proste zadania boiskowe. Wtedy głowa zaczyna myśleć o skutkach porażki, a nie o jakości pierwszej akcji.

Fundamenty przedstartowe: sen, regeneracja, żywienie i rytm dnia
Sen: prosty wskaźnik, który wygrywa mecze w tie-breaku
W kategorii młodzieżowej różnica jednego pełnego cyklu snu (ok. 90 minut) między drużynami potrafi być widoczna w końcówkach setów. Zawodnik niewyspany ma wolniejszy czas reakcji, słabszą regulację emocji i gorszą odporność na ból.
Co wprowadzić na 1–2 tygodnie przed turniejem:
- przybliżony „godzinowy rytm turniejowy” – jeśli mecze rano, stopniowo przesuwać porę zasypiania i pobudki wcześniej,
- „higienę ekranów” – prosta zasada: ostatnie 45–60 minut przed snem bez telefonu (lub tryb samolotowy i bez social mediów),
- krótkie rytuały wyciszające – kilka spokojnych oddechów, rozciąganie, prysznic; nic wyszukanego, ale powtarzalnego.
Na samym turnieju najwrażliwsza jest pierwsza noc. Dobrze z góry uzgodnić: o której gasimy światło, co z telefonami, jak reagujemy, gdy ktoś „jeszcze nie śpi”. Im mniej improwizacji, tym mniej niepotrzebnego czuwania.
Regeneracja: nie tylko „leżenie w łóżku”
Nastolatek rzadko ma nawyk świadomej regeneracji – dla wielu odpoczynek to po prostu telefon i przekąski. Na turnieju to za mało. Potrzebne są proste, „jasne dla ciała” sygnały, że mecz się skończył i organizm może przejść w tryb odnawiania.
Sprawdza się kilka prostych elementów:
- schłodzenie i rozciąganie – krótkie, ale obowiązkowe po każdym meczu; 5–8 minut wystarczy, jeśli jest robione konsekwentnie,
- mikrosen – 15–20 minut drzemki między meczami przy długich turniejach (nie dłużej, żeby nie wejść w głęboki sen),
- spacer zamiast siedzenia – 10-minutowy spokojny marsz przed kolejnym spotkaniem lepiej „przełącza” ciało niż godzina zgięta nad telefonem.
Dorosłym często wydaje się, że młode ciało „wszystko zniesie”. Krótkoterminowo często tak jest, ale ceną bywa gwałtowny spadek jakości gry w ostatnim dniu turnieju – właśnie wtedy, gdy stawka jest największa.
Żywienie: odchodząc od skrajności
Przed turniejami pojawiają się dwie skrajne szkoły. Pierwsza: „To dzieci, nie ma co przesadzać, niech jedzą, co chcą”. Druga: nagły wojskowy rygor – zakazy słodyczy, napojów gazowanych, „bo forma”. Obie skrajności zwiększają stres zamiast go zmniejszać.
Bardziej użyteczne podejście:
- 3 główne posiłki + 1–2 lekkie przekąski (banan, jogurt, baton z dobrym składem) między meczami,
- ograniczenie ciężkich, smażonych potraw tuż przed grą – zamulenie żołądka to zamulony start do piłki,
- prostą zasadę picia: małe łyki, ale często – szczególnie jeśli turniej jest w ciepłej hali.
Zamiast nagłego zakazu „śmieciowego jedzenia” w dniu wyjazdu lepiej zbudować most: „Po meczach możemy zjeść coś przyjemnego, ale przed pierwszym gwizdkiem pilnujemy paliwa, a nie nagród”. Wtedy nastolatek nie traktuje jedzenia jak pola walki z dorosłymi, tylko jak element gry.
Rytm dnia: scenariusz, który obniża lęk
Niepewność „co, kiedy i jak” to dla młodych spory stresor. Opracowanie prostego planu dnia robi więcej dla spokoju głowy niż niejedna przemowa motywacyjna.
Taki plan może wyglądać tak (schematycznie):
- pobudka,
- śniadanie,
- czas „luźny” (z zasadami: np. bez gier komputerowych),
- wyjazd na halę,
- rozgrzewka,
- mecz,
- schłodzenie,
- posiłek,
- analiza krótka (10–15 min, nie konferencja prasowa),
- odnowa / drzemka / spacer,
- kolejny mecz / powrót,
- wieczorne wyciszenie.
Klucz nie leży w idealnym dopracowaniu godzin, tylko w przewidywalności. Gdy zawodnik zna ramy, przestaje ciągle pytać: „A co teraz? A kiedy obiad? A możemy iść na sklep?”. To uwalnia uwagę na rzeczy naprawdę ważne.
Telefon, social media i „głowa na ekranie”
Największym złodziejem koncentracji młodego zawodnika przed meczem bywa nie stres, tylko… powiadomienia. Nie chodzi o demonizowanie telefonów, tylko o świadome używanie.
Sprawdza się kilka prostych zasad, ustalonych z zespołem z wyprzedzeniem:
- „godziny ciszy online” – np. 60 minut przed meczem i 30 minut po nim bez social mediów,
- telefon nie jedzie na ławkę – zostaje w strefie wyznaczonej (np. w szatni),
